Na dzień Ojca otrzymałem od mojej córki laurkę: „1 tata znaczy więcej niż 100 nauczycieli” (zawodowo jestem nauczycielem, ale nie chwaliłem się tą laurką w gronie Rady Pedagogicznej, coby nie „drażnić lwa” 😉 ). Niby mała rzecz – laurka, ale zobaczyłem, jak wielka odpowiedzialność towarzyszy nam, ojcom.

Najpierw, gdy wchodzimy w małżeństwo, a następnie w ojcostwo przez tych naście lat, a może dłużej, kiedy to możemy towarzyszyć naszym dzieciom na ich drodze życia. A to już nie jest „bajka”, ale twarda rzeczywistość, oddanie się na służbę, albo porażka, która może boleć.

Rafała, wtedy 11-latka przywieziono z pogotowia opiekuńczego do Ośrodka  Wychowawczego w którym pracowałem kilkanaście lat temu. Jego życie polegało głównie na unikaniu szkoły, wąchaniu kleju, kradzieżach itp. Jednym zdaniem – ciężkie życie dziecka ulicy.

Rafał  z opowieści swojej mamy wspominał, iż gdy był jeszcze w jej łonie,  tata w furii alkoholowej kopał ją (i jego) po brzuchu, jakby nie chciał się przyznać przed światem do własnego dziecka. Potem właściwie nigdy nie poznał swojego ojca. Ulica była jego „nauczycielem”.

W wieku 8 lat ktoś inny „wypełnił” lukę po nieobecnym ojcu. Rafał trafił pod skrzydła Krzyśka – pedofila i „dobrze” mu tam było. Do czasu, gdy wziął udział w zabójstwie swojego kolegi, który jak mówił „zaczął się stawiać Krzyśkowi”. Rana po nieobecnym ojcu jest nie do uleczenia.

 „Efektywny ojciec jest zaangażowany w wierne dotrzymywanie długoterminowych obietnic wobec własnych dzieci.”

K. Canfield

Gdy na pasku testu ciążowego mojej żony pojawiło się symboliczna wiadomość – „będziesz Piotrze ojcem…”, wiedziałem, że chcę i będę nim, że oddam się MOIM DZIECIOM na służbę. Będę nim inaczej, niż ja sam doświadczyłem w dzieciństwie. Nie chciałem, by moje dzieci szukały tak jak Rafał, czy ja sam w moim życiu substytutów, albo innych nauczycieli życia.

Choć mój ojciec był fizycznie obecny, był żywicielem rodziny, to nie pamiętam chwil jego twórczej obecności – wspólnej zabawy, pracy, zainteresowania mną, a przecież byłem Jego Synem. Jedynym. Mimo to, nie miał czasu dla mnie.

Do dziś wspominamy z rodzeństwem jedno jedyne pytanie ojca odnośnie do szkoły, które pamiętamy. Był wtedy po pijaku i zapytał: „Jak tam w szkole?„. Zdziwiliśmy się trochę…

Mam jeszcze inne wspomnienie, które bolało i pewnie w jakimś stopniu odcisnęło ślad na moim życiu i zostawiło ranę.

Mój tata był kucharzem. Mając naście lat, szukając jego obecności, zacząłem przeglądać, interesować się kuchnią, książkami kucharskimi, ale pozostało to bez odzewu. A mógł przecież być moim „nauczycielem”. Już jako dorosły facet miałem ogromną frajdę, gdy zaprosiłem Ojca na samodzielnie przygotowany obiad, ale gotowania się nauczyłem jednak sam. Choć pewnie w genach coś tam było.

Gdy zaczynałem drogę ojcostwa, to byłem świadom, iż chcąc być blisko moich dzieci, może być mi trudno oddać się pracy, zrobić karierę, mieć więcej kasy i czasu na spotkania z kolegami czy na realizację hobby. Wybrałem świadomie pracę, która pozwoli mi dużo czasu spędzać z dziećmi na drodze ich rozwoju.

ojciec

Kiedy ostatnio żona stwierdziła że „dziewczyny (mają po 9 i 11 lat),  bardziej się Ciebie słuchają i wolą chodzić na spacery z Tobą i do kina…” to poczułem się dumny. Wiem że dobrze wybrałem, gdy zdecydowałem się na Służbę dzieciom.

Oddanie wymaga nie tylko przyznania się, wierności obietnicom, ale przede wszystkim czasu w codziennej zwyczajności.

To jak pisze Dr. K. Canfield czas jest przede wszystkim miarą ojcowskiego oddania i zaangażowania. Mocno w to wierzę. Mam bogactwa, którymi zostałem obdarowany i którymi się cieszę w mojej codzienności zwyczajnej. Kochaną żonę i wspaniałe córki, rodzinę, dom. Wspólny czas, który wcześniej zdecydowałem się wypełnić i oddać w pasji bycia OJCIEM. Nauczycielem życia.


Autorem tego tekstu jest Piotr Purol, mąż Anny i ojciec Marii, Zofii i Ewy. Pedagog, zawodowo lektor języka angielskiego. Z zamiłowania trener TATO.net i amator – triathlonista, pasjonat książki i świeżego powietrza.